Slider

Wynalazek nie musi być skomplikowany

Wczoraj miałam urodziny i otrzymałam bardzo sympatyczny niespodziewany prezent od Pana Janusza – twórcy wynalazku, który zgłaszałam do Urzędu Patentowego.

Napisał on w mailu do mnie: „Taki prosty produkt, a został doceniony nagrodą. Jest i w tym Pani duża zasługa, że nam Pani pomogła patentować ten produkt. Dziękujemy bardzo.”

Pan Janusz reprezentujący firmę Zapa (www.zapa.it) brał udział w dziewiątej już edycji konkursu  Innovatora Małopolski, który każdorazowo przyciąga kilkadziesiąt firm z różnych branż, które starają się o tytuł najbardziej innowacyjnej firmy w regionie i uzyskał pierwsze miejsce w kategorii  mikroprzedsiębiorstwo za swój pierwszy produkt, czyli rozkładany jednorazowy nocnik dla dzieci.

 tekst artykułu o tym wydarzeniu można przeczytać tutaj:

http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,44425,16991615,Nagrodzeni_za_najbardziej_innowacyjne

_produkty.html#ixzz3JnceYp80

Jak działa  nocnik zwany tronem polecam obejrzeć tutaj :https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=xEx_k1_EGog

Gratuluję Panie Januszu i ekipie firmy ZAPA i  życzę dalszych, równie spektakularnych sukcesów!

 

To już 5 lat!

Choć bardzo rzadko ostatnio piszę na blogu dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami wiadomością o tym, że to już minęło 5 lat  od czasu jak z moją wspólniczką Olą Nowak-Gruca założyłyśmy Kancelarię LOGOPROTECT.

Byłyśmy wtedy jeszcze świeżo po egzaminie rzecznikowskim kiedy naszła nas „fantazja” założenia kancelarii i mimo, iż każda z nas była jeszcze w zupełnie innym nurcie zawodowym to nasze pierwsze kroki jako samodzielne przedsiębiorczynie  sprawiały nam ogromną frajdę. Miałyśmy chyba wtedy coś co nazywa się szczęściem początkującego i z łatwością udało nam się pozyskać naprawdę fajne zlecenia.

Po drodze przez te lata robiłyśmy jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy ale Kancelaria zawsze była obok nas w odwodzie i z czasem praca rzecznika patentowego stała się dla mnie głównym źródłem utrzymania. Jedno przez te lata pozostało niezmienne. Chodź dzisiaj  na co dzień  zajmuję się ochroną największych polskich marek spożywczych to ciągle niesamowitą satysfakcję przynoszą mi spotkania z moimi klientami Zdarzają się nieraz zabawne sytuacje, kiedy na przykład przychodzi właściciel sieci piekarni i na wstępie pyta czy posiadamy w kancelarii… nóż kuchenny, do krojenia bochenków, które przyniósł ze sobą (chce opatentować mieszankę do wypieku).

Praca rzecznika wymaga otwartości i jest bardzo ciekawa. Na początku z Olą wymyśliłyśmy nawet taki slogan dla naszej Kancelarii „pomagamy chronić owoce Państwa pracy”. Nie używamy go ale on dobrze oddaje charakter pracy rzecznika patentowego.  Skoro ktoś kiedyś zastrzegł na wyłączność zapach świeżo ściętej trawy dla piłeczek tenisowych to czy nie warto próbować tworzyć własne obszary wyłączności na rynku, na przykład poprzez ochronę swojej twórczości, loga, wzornictwa czy wynalazków.

Podobieństwo opakowań czyli chrzan chrzanowi nierówny

Święta Wielkanocne tuż tuż, koszyk przygotowany, jajka pomalowane, dlatego dzisiaj z przymrużeniem oka świąteczne dywagacje na temat chrzanu, nieodłącznego elementu wielkanocnego stołu i koszyka.

Od lat na krakowskich półkach sklepowych królował chrzan tarty firmy Polonaise i od lat królował też na naszym świątecznym stole.

 

 

 

 

Jakież było moje zdziwienie, gdy  spostrzegłam dzisiaj w domu chrzan innej firmy, w sumie dosyć podobny.

 

Ooo!, kupiłeś inny chrzan. – stwierdziłam

Jak to, inny!  Ten sam, co zawsze. – zaprzeczył mój mąż. Ale po bliższym przyjrzeniu się zakupionemu chrzanowi chcąc nie chcąc musiał mi przyznać rację…

I tu można rozpocząć dywagację dotyczącą tematyki wprowadzania odbiorców w błąd co do pochodzenia towarów od danego przedsiębiorcy. Jak ocenić czy w praktyce  opakowania są podobne czy nie. Niejednokrotnie okazuje się to bardzo trudne i na tym tle pojawia się szereg sporów między przedsiębiorcami.

Jakie zatem czynniki bierze się pod uwagę czy określone opakowania są do siebie podobne czy nie?

Przede wszystkim bardzo ważne są warunki rynkowe sprzedaży danego towaru, czy konsument sięga po niego odruchowo, machinalnie i bez głębszej analizy, jak często zdarza się to przy produktach codziennego użytku, w tym spożywczych,  czy też jak na przykład przy droższych produktach albo lekach wykazuje większą uwagę przy zakupie. Drugą podstawową kwestią jest ogólne wrażenie jakie porównywane opakowania wywołują na odbiorcy. Można „bawić” się w poszukiwanie pojedynczych różnic ale jeżeli kolorystyka, kształt, wielkość, kompozycja czy koncepcja opakowań jest na tyle podobna, że w praktyce może prowadzić do zakupów przez konsumentów danego towaru będących w mylnym przeświadczeniu, że kupują produkt innej firmy  to możemy mieć tutaj przykład pasożytowania na cudzej marce. Ważna jest też jaka ugruntowała się praktyka rynkowa w dziedzinie danych produktów. Jeżeli na przykład prawie wszystkie balsamy przeciwsłoneczne z filtrem mają kolor pomarańczowy czy żółty (co jest całkiem oczywiste) to kolorystyka opakowań w tej tonacji przez kolejnych graczy na rynku nie może być brana pod uwagę do oceny czy ich opakowania są podobne czy nie do wcześniejszej konkurencji.

Jak widać, wiele różnych czynników może wpływać na finalną ocenę podobieństwa lub braku podobieństwa opakowań. Nie przesądzając czy w przedstawionym „chrzanowym” przypadku opakowania są podobne czy nie, pozostawię Tobie Szanowny Czytelniku przyjemność wyrobienia sobie własnego zdania.

Na koniec życząc Wam dużo radości, rodzinnej atmosfery, odpoczynku w tych świątecznych dniach i oczywiście smacznego święconego jajka, który wybornie smakuje z dobrym chrzanikiem. :) zdradzę przy okazji w sekrecie, iż w zeszłym roku sama zabrałam się za robienie domowego chrzanu, co skończyło się  płaczem wszystkich domowników i gruntownym wietrzeniem „zachrzanionego” domu i nie wiem czy jeszcze raz zaryzykuję „powtórkę z rozrywki” w tym roku.

 

 

 

Upss! Zapomniałem zapłacić za ochronę znaku. I co teraz?

Miałam niedawno takie zdarzenie.  W przededniu podpisania umowy przenoszącej prawo do znaku towarowego za całkiem sporą kwotę  poprosiłam druga stronę o przesłanie potwierdzenia zapłaty przez nią za następny 10 letni okres ochrony, bo właśnie zauważyłam, że nawet dodatkowy 6-miesięczny okres na zapłatę minął. Okazało się, że strona chciała sprzedać prawo ochronne na znak towarowy do którego prawo de facto właśnie utraciła, ponieważ najzwyczajniej w świecie zapomniała o opłacie na następujący okres ochrony.

Aby utrzymać ochronę znaków towarowych, wzorów przemysłowych, patentów i innych przedmiotów własności przemysłowej musimy pamiętać o terminowym wnoszeniu okresowych opłat za ochronę. Przy znakach towarowych następuję to co 10 lat, przy wzorach przemysłowych co 5 lat, a przy wzorach użytkowych i patentach co roku. Zapomnieć po 10 latach opłacić znak towarowy jest bardzo łatwo, często firma już okrzepła, rozwinęła się, często osoby które kiedyś pracowały poszły gdzieś indziej i nikt nie pamięta o konieczności opłacenia znaku.

Pamiętaj! Polski Urząd Patentowy nie informuje o konieczności wnoszenia kolejnych opłat za ochronę. Musisz o tym pamiętać sam (lub Twój rzecznik patentowy, jeśli zlecisz mu monitorowanie terminów opłat). Powinieneś zapłacić z góry przed upływem poprzedniego okresu ochrony, ale jeśli zapomnisz i rozpocznie się już kolejny okres ochrony za który jeszcze nie zapłaciłeś, masz jeszcze dodatkowe 6 miesięcy, gdzie przy dodatkowej opłacie  za ochronę  oraz za wniosek (przy znaku towarowym) możesz jeszcze skutecznie przedłużyć, a przez to i utrzymać swoje prawo. Potem jest już niestety za późno i niejednokrotnie ponowne uzyskanie prawa poprzez nową procedurę zgłoszenia jest już niemożliwe. Nie masz do dyspozycji narzędzia w postaci przywrócenia terminu, a i wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy raczej nie przyniesie rezultatu.

Dlatego trzeba być czujnym. Co ciekawe, z mojego doświadczenia zauważyłam, że często naprawdę sporym, szybko rozwijającym się firmom zdarzają się wpadki z niezapłaceniem za ich znak towarowy, często stanowiącym logo ich firmy.

A teraz dobra wiadomość! Tak zaostrzone reguły nie stosują się gdy zapomnisz zapłacić za pierwszy okres ochrony, po udzieleniu decyzji warunkowej za znak, wzór czy patent lub nawet zapomnisz zapłacić za zgłoszenie znaku wzoru czy wynalazku do ochrony. Wtedy zazwyczaj wystarczy w miarę dobrze umotywowany wniosek o przywrócenie terminu na zapłatę, a po otrzymaniu decyzji odmawiającej prawa ze względu na brak opłaty wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy.

Przy okazji  chciałabym  przestrzec przed notorycznymi wezwaniami od nieuczciwych firm  do zapłaty za następny okres ochrony. Pisma takie wyglądają całkiem wiarygodnie, często nazwa firmy, logo mają przypominać Urząd Patentowy. I w związku z tym  często firmy w dobrej wierze płacą i myślą, że ochrona w Urzędzie Patentowym jest przedłużona. Tymczasem w takiej sytuacji trudno odzyskać   wpłacone pieniądze, a posiadane przez nas prawo ochronne lub prawo z rejestracji bezpowrotnie wygasa.

Odzyskać domenę internetową

Po kilkomiesięcznej przerwie witam Cię ponownie na moim blogu. Ostanie miesiące były dla mnie czasem intensywnego rozwoju zawodowego, między innymi podjęłam współpracę z grupą MASPEX Wadowice i mam przyjemność dbać o ochronę tak znamienitych marek jak Tymbark, Kubuś czy Lubella. Lecz czytelnicy bloga zapytują mnie czasami czy powrócę do pisania, zaskakuje mnie tak duże zainteresowanie tą tematyką i związana z tym duża ilość wejść na  bloga, mimo wielomiesięcznej na nim mojej nieobecności. Czuję się zatem zobowiązana :) i dziękuję Wam za cierpliwość.

Postanowiłam, że będę każdorazowo dzielić się z Wami jakąś ciekawą sprawą/problemem z ostatniego okresu, z którym spotkałam się w swojej praktyce.

Pytanie na dziś: Czy łatwo jest odzyskać sporną domenę?

I tak i nie. Skupmy się dzisiaj na domenach z końcówką pl.

Domeny rządzą się innymi prawami, ich rejestracja przebiega na zasadzie „kto pierwszy ten lepszy”. Jeżeli nie opłacimy domeny może ona wejść z powrotem do domeny publicznej i zostać przechwycona przez osobę, która zawodowo zajmuje się sprzedażą domen lub co gorsze przez naszego konkurenta.

Zakładając, że legitymujesz się prawem ochronnym do znaku towarowego lub innym prawem z którego możesz wywodzić swoje prawo do danej nazwy zawartej w spornej domenie, pozostają właściwie  dwa rozwiązania, albo droga przez mękę czyli sąd powszechny – droga często kilkuinstancyjna i nawet kilkuletnia, albo  skorzystanie z bardziej popularnego ostatnio rozwiązania czyli drogi arbitrażu i wybrania sądu polubownego, takiego jak na przykład Sad Polubowny ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji z siedzibą Warszawie.

Druga droga jest znacznie łatwiejsza ale też możliwa jest tylko wtedy gdy za „przeciwnika” mamy firmę, a nie osobę fizyczną, należy również pamiętać, iż  arbitraż przez wspomniany sąd polubowny dotyczy tylko domen „polskich” to jest z końcówką pl.

Opłata wstępna kancelaryjna wynosi jedynie 200 zł i jeżeli druga strona nie przyjmie zapisu  na sąd polubowny domena wróci „na rynek”, co następuje po poinformowaniu  NASKu (jest to skrót polskiej organizacji zajmującej się zarządzaniem domenami) przez Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji. I tu może nastąpić niemiła niespodzianka, bo co prawda domena zostanie „uwolniona” ale jeżeli nie zdążysz jej przejąć w odpowiednim czasie może ona znów wrócić w niepowołane ręce, bowiem powracamy do zasady „kto pierwszy ten lepszy”.

Dopiero w sytuacji gdy uda Ci się zakończyć postępowania sądowe (również sądu polubownego) i uda Ci się uzyskać orzeczenie, iż domena należy się właśnie Tobie możesz liczyć na to, iż NASK przetransferuje sporną domenę na Ciebie lub Twoją firmę.

Reasumując, jeśli w danym przypadku jest to możliwe wybierz sąd polubowny, możesz (przy odrobinie szczęścia:) odzyskać sporną domenę nawet w ciągu kilku miesięcy i przy stosunkowo niewielkich nakładach finansowych.

 

Znak towarowy czy wzór przemysłowy?

Wczoraj zadzwonił do mnie znajomy rzecznik patentowy z prośbą o poradę. Jego klient chce zarejestrować opakowania i etykiety dżemów w różnych smakach. Niby prosta sprawa, ale  on w sumie nie wie co mu doradzić, jaki najlepszy wariant ochrony wybrać.

A jakie mamy możliwości?

Generalnie mamy cztery podstawowe warianty do wyboru jeżeli chcemy chronić wzór etykiety czy opakowanie produktu:

1/ rejestracja wzoru przemysłowego na Polskę;

2/ rejestracja wspólnotowego wzoru przemysłowego;

2/ rejestracja krajowego znaku towarowego;

3/ rejestracja wspólnotowego znaku towarowego.

Co powinniśmy wziąć pod uwagę wybierając najlepszy dla naszego produktu wariant ochrony.

  • Po pierwsze czy działamy tylko na rynku krajowym czy też międzynarodowym, albo zamierzamy na nim działać. Jeżeli chcemy rozszerzyć sprzedasz produktu za granicę możemy zdecydować się na znak lub wzór wspólnotowy albo zdecydować się na ochronę tylko w poszczególnych krajach, które nas interesują.
  • Po drugie jakie mamy środki finansowe. Ochrona znaku towarowego jest generalnie droższa niż wzoru przemysłowego, ale może też trwać praktycznie bezterminowo. Natomiast wzór przemysłowy zastrzegamy na maksymalnie 25 lat. Jeżeli okaże się, że wzór „chwycił” i będziemy go używać na rynku znacznie dłużej zawsze można pomyśleć o zarejestrowaniu go jako znak towarowy w późniejszym terminie. Takiego manewru nie możemy jednak zrobić w drugą stronę, ponieważ zastrzegany wzór musi być nowy.
  • I to jest właśnie kolejna kwestia którą należy rozważyć. Czy to co chcemy zastrzec jest nowe? Mamy co prawda w Polsce tzw. „ulgę w nowości” wynoszącą 12 miesięcy, ale generalnie jeżeli byśmy sprzedawali produkty w danych opakowaniach  już przez pewien czas to lepiej zgłosić je jako znak towarowy.
  • Kolejną, czwartą rzeczą do rozważenia jest kwestia czy nasze opakowanie ma charakter odróżniający tzn. czy nadaje się do odróżniania towarów jednego przedsiębiorstwa od drugiego. Jakkolwiek brzmi to abstrakcyjnie  to jest to jedna z przesłanek, które umożliwiają zarejestrowanie znaku. Wymogami dla wzoru przemysłowego jest natomiast nowa i indywidualna postać wytworu.
  • Po piąte czas i łatwość uzyskania ochrony. Wzory przemysłowe ze względu na krótsze postępowanie rejestrowe uzyskają ochronę szybciej, wciągu zaledwie 3 miesięcy. Prawo ochronne na znak towarowy jest trudniej uzyskać  i trwa to dłużej nawet około 1 roku, jeżeli chodzi o postępowanie przed polskim Urzędem Patentowym.
  • Po szóste musimy pamiętać, że znak towarowy zastrzegamy tylko w jednej postaci. Przy wzorze przemysłowym możemy zarejestrować różne jego odmiany, czyli na przykład do jednego zgłoszenia możemy „wrzucić” etykiety serii dżemów o różnych smakach. Zastrzeganie takich etykiet jako znaki towarowe wymagałoby osobnych zgłoszeń co w konsekwencji oznaczałoby znacznie wyższe koszty.

Ja wychodzę z założenia, że zawsze lepsza jest ochrona jako znak towarowy, ale nie zawsze jest to możliwe lub nie zawsze przedsiębiorca chce ponosić wyższe koszty ochrony lub nie potrzebuje długiej ochrony. Wówczas dobrą alternatywą jest wzór przemysłowy. Gdy tak naprawdę w naszym zgłoszeniu chodzi o design czyli np. o wzór opakowania, butelki do napoju, opakowanie kosmetyku,  etykiety, kształt makaronu, wzór ciasteczek lub czekoladki, oryginalny kształt tabletki zawsze naturalnym wyborem wydaje się być zgłoszenie jako wzór przemysłowy. Słusznie jednak przedsiębiorcy widząc w designie swoich produktów ich wyróżniający na rynku charakter, starają się chronić je jako znaki towarowe.

Poniżej kilka „słodkich” przykładów rejestracji znaków towarowych i wzorów przemysłowych:

Wzory przemysłowe:

 

I przykłady rejestracji znaków towarowych:

 

 

 

 

 

Reklama kosmetyków część 2

W zeszłym tygodniu pisałam o nowym Rozporządzeniu nr 655/2013 określającym wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznymi.

Dzisiaj chciałabym Ci napisać o dodatkowych 3 kryteriach dotyczących reklamy produktów kosmetycznych jakie uregulowało to Rozporządzenie.

Kolejne wspólne kryteria dotyczące oświadczeń wynikające z Rozporządzenia 655/2013 są następujące:

4. Zgodność ze stanem faktycznym

Ta zasada niejako uzupełnia kryterium numer 3. Po pierwsze znowu podkreślono, iż nie można wykraczać poza to, co można stwierdzić dostępnymi dowodami. Ponadto ograniczono  niejako możliwość stosowania wspomnianych  hiperboli. Nie wolno bowiem przypisywać produktowi szczególnych i niepowtarzalnych cech, w postaci na przykład wyolbrzymienia, jeżeli podobne produkty mają te same cechy. Ponadto nie można również „przemilczać” pewnych faktów. Jeżeli na przykład działanie produktu uzależnione jest od jakiś szczególnych warunków to musi to zostać jasno w opisie produktu określone. Dotyczy to na przykład stosowania przedmiotowego kosmetyku wraz z innym produktem dla uzyskania jego skuteczności.

5. Uczciwość

W tym kryterium znów przewija się wątek obiektywności i zakaz dyskredytowania konkurencji i legalnych składników stosowanych w kosmetyce. Ponadto oświadczenia dotyczące produktów kosmetycznych nie mogą prowadzić do pomylenia ich z produktem konkurencji. Oznacza to, że zarówno w reklamie jak i w prezentacji opakowań nie można stosować twierdzeń które mogłyby spowodować pomyłkę konsumenta.

Jeżeli chodzi o znaki towarowe, na gruncie prawa własności przemysłowej mówimy o ryzyku wprowadzenia odbiorców w błąd obejmującym również ryzyko skojarzenia ze znakiem wcześniejszym. Zobaczymy w którym kierunku pójdzie doktryna i orzecznictwo przy interpretacji ryzyka pomyłki przy stosowaniu oświadczeń dla kosmetyków.

6. Świadome podejmowanie decyzji 

W tym kryterium należy dążyć do tego aby oświadczenia dotyczące produktów kosmetycznych były jak najbardziej jasne i zrozumiałe dla użytkownika końcowego, a wszystko po to aby mógł on dokonać świadomego wyboru kosmetyku. Ponadto informacje marketingowe powinny być nie tylko zrozumiałe i jasne ale również precyzyjne i przydatne dla odbiorców, przy czym należy docelową grupę odbiorców najpierw z kategoryzować, na przykład ipod względem płci, wieku itp. aby dostosować do tej kategorii odbiorców odpowiedni czyli zrozumiały przekaz marketingowy. Wydaje się, że to co się tyczy informacji marketingowej powinno odnosić się również do oświadczeń, ponieważ oświadczenia są niejednokrotnie równocześnie informacją marketingową.

Na koniec należy podkreślić bardzo szerokie rozumienie oświadczeń. Zgodnie z Rozporządzeniem 655/2013 dotyczy to oświadczeń w formie tekstów, nazw, znaków towarowych, obrazów, symboli i innych znaków, które informują bezpośrednio lub pośrednio o właściwościach lub funkcjach produktu na etapie etykietowania, udostępniania na rynku i reklamowania produktów kosmetycznych. Przy czym rodzaj narzędzia marketingowego czy nośnik informacji nie ma tu znaczenia.

A co się stanie jeżeli firmy kosmetyczne nie dostosują się do ustalonych kryteriów dotyczących oświadczeń dla kosmetyków?

Do 11 lipca 2016 w oparciu o powyżej wymienione wspólne kryteria  Komisja przedstawi Parlamentowi Europejskiemu i Radzie sprawozdanie w sprawie stosowania oświadczeń. Jeżeli w sprawozdaniu stwierdzi się niezgodność oświadczeń stosowanych w odniesieniu do produktów kosmetycznych ze wspólnymi kryteriami, we współpracy z państwami członkowskimi Komisja przyjmie  stosowne środki na rzecz zapewnienia zgodności.

Co to może oznaczać w praktyce?  Można się tylko domyśleć patrząc na przykład na żywność i próbę ustalenia zamkniętej listy oświadczeń żywieniowych i zdrowotnych możliwych do zastosowania dla poszczególnych składników żywności. Czas pokaże…

Reklama kosmetyków – część 1

Od niedawna obowiązują zmienione przepisy dotyczące kosmetyków. Zaczęło się też „przykręcanie śruby” w zakresie  tak zwanych oświadczeń, które można umieszczać na opakowaniach produktów kosmetycznych, ale także na materiałach reklamowych odnoszących się do kosmetyków.

Produkty żywnościowe przeszły wcześniej podobną drogą, więc można się domyślić, iż Komisja Europejska nie poprzestanie na wydanym 10 lipca 2013 „rzutem na taśmę” Rozporządzeniu nr 655/2013 określającym wspólne kryteria dotyczące uzasadniania oświadczeń stosowanych w związku z produktami kosmetycznymi. Rozporządzenie to weszło również w ekspresowym tempie, bo już następnego dnia (11 lipca) czyli w tym samym dniu co „Rozporządzenie Kosmetyczne” nr 1223/2009 wprowadzające małą rewolucję na rynku kosmetycznym, a o którym pisałam we wpisie z dnia  11 lipca.

Dla Twojej wygody załączam poniżej do pobrania Rozporządzenie dotyczące oświadczeń.

Rozporządzenie 655 2013 dot oświadczeń kosmetyki

Wspólne kryteria podzielono na 6 kategorii

1. Zgodność z przepisami

W tym kryterium chodzi między innymi o to aby nie promować produktu wskazując, iż posiada on stosowne zezwolenia, które tak czy inaczej są wymagane przez prawo (a o czym konsument może nie wiedzieć), albo opisywać produkt w ten sposób, że spełnia on pewne wymogi, kiedy spełnienie tych wymogów i tak jest narzucane przez prawo. To kryterium wydaje się dla mnie jasne i oczywiste i podobne przepisy możemy znaleźć również dla produktów leczniczych czy żywnościowych.

2. Prawdziwość udzielanych informacji

Tu powoli zaczynają się schody. Zaczyna się wymagać prawdziwości informacji i o ile oczywistym jest, że jeżeli nie ma pewnego składnika w kosmetyku to nie możemy napisać, że on w nim jest. Trudniej uzasadnić prawdziwość informacji, jeżeli piszemy o tym jak działają poszczególne składniki kosmetyków. I tu musimy posłużyć się „sprawdzalnymi dowodami”.

3. Dowody

Co to są te sprawdzalne dowody stara się wyjaśnić kolejny punkt załącznika do Rozporządzenia. I tak możemy między wierszami wyczytać, że  dowody mogą być wszelakie na przykład ocena ekspertów, badania (przeprowadzone zgodnie z odpowiednią metodyką). Zakres dowodów powinien odnosić się do konkretnego oświadczenia. Nie można również automatycznie przenosić pozytywnych cech danego składnika na cały produkt kosmetyczny bez poparcia kolejnymi dowodami. Moim zdaniem nie będzie to łatwe. Istnieje szereg składników na przykład roślinnych często stosowanych w kosmetykach. Ich działanie może być bardzo subtelne i trudne do udowodnienia. Produkty kosmetyczne to nie są leki, gdzie efekty zastosowania produktu mogą być znacznie łatwiej mierzalne. Nie do końca jasna jest mimo wszystko też metodyka badań i wskazanie ekspertów jako źródło dowodów. Jak wiadomo eksperci różnią się między sobą swoimi opiniami.

Na osłodę marketingowcom  pozostawiono możliwość stosowania hiperboli lub twierdzeń abstrakcyjnych. Wikipedia wyjaśnia to pojęcie w następujący sposób: Hiperbola (gr. hyperbola, łac. superlatio, pol. wyolbrzymienie), przesadnia – środek stylistyczny polegający na wyolbrzymieniu, przejaskrawieniu cech przedmiotów, osób, zjawisk. Może dotyczyć ilości, rozmiaru, stosunku emocjonalnego, przyczyny, znaczenia lub skutku. Stosowany dla wywarcia mocnego wrażenia, spotęgowania ekspresji.

Efekt może być taki, że wszystko co nie będzie dało się udowodnić producenci będą starali się tłumaczyć jako hiperbola. Istnieje pewien paradoks w tym, że z jednej strony bardzo sztywno i dogmatycznie każe udowadniać się pewne twierdzenia, z drugiej strony swobodnie można stosować przesadnie i abstrakcyjne komunikaty. Myślę, że będzie interesująco i komunikacja marketingowa produktów kosmetycznych może być nawet ciekawsza niż do tej pory.

Kolejne wspólne kryteria dotyczące oświadczeń wynikające z Rozporządzenia 655/2013 są następujące:

4. Zgodność ze stanem faktycznym

5. Uczciwość

6. Świadome podejmowanie decyzji 

O nich napiszę w kolejnym wpisie gdzie będę kontynuować temat reklamy produktów kosmetycznych.

 

 

Produkty z pogranicza – problematyczna kwalifikacja produktu

Każdy produkt, który kupujemy musi mieć jakiś określony status prawny, na przykład może to być kosmetyk, suplement diety, środek spożywczy specjalnego przeznaczenia medycznego, produkt leczniczy, produkt biobójczy czy wyrób medyczny.

Prawnie nie jest dopuszczalna podwójna kwalifikacja produktów na przykład jeden produkt nie może być równocześnie produktem leczniczym i kosmetykiem, albo równocześnie kosmetykiem i produktem biobójczym. Wyjątek stanowi możliwość zakwalifikowania jednego produktu jako kosmetyk i żywność jednocześnie. Na przykład spożywczy olej może być stosowany jako olejek do masażu.

To do jakiej kategorii prawnej zaliczyć dany produkt ma swoiste konsekwencje prawne i musi być oceniane case-by-case. Zaklasyfikowanie produktów do odpowiedniej grupy produktów wskazuje jakie prawo należy stosować. I tak ustawę prawo farmaceutyczne stosujemy do produktów leczniczych ale już do suplementów diety, które przypominają wyglądem, a często i składem produkty lecznicze stosujemy  prawo żywnościowe czyli miedzy innymi ustawę o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Ma to swoiste konsekwencje w zakresie rejestracji danego produktu, wymogów co do jego wytwarzania, transportu czy obrotu, ale także co do jego reklamy.

Produkt z pogranicza (tzw. borderline product) to właśnie produkt, którego jednoznaczna kwalifikacja rodzi pewne problemy. Pytanie czy dermokosmetyk czy kosmoceutyk  to zwykły kosmetyk czy „leczniczy” kosmetyk. Takie jest przynajmniej nasze pierwsze skojarzenie po usłyszeniu określenia dermokosmetyk. Ale przecież art. 3 a ustawy prawo farmaceutyczne jasno stanowi, iż „Do produktu spełniającego jednocześnie kryteria produktu leczniczego oraz kryteria innego rodzaju produktu, w szczególności suplementu diety lub kosmetyku, określone odrębnymi przepisami stosuje się przepisy niniejszej ustawy.”  A zatem jeżeli przedmiotowy kosmetyk posiada właściwości lecznicze to powinien być on zarejestrowany w sposób właściwy dla produktów leczniczych czyli zgodnie z ustawą prawo farmaceutyczne. A to już nie jest takie proste, ponieważ proces rejestracji produktów leczniczych jest znacznie bardziej skomplikowany i kosztowny w stosunku do rejestracji suplementu diety czy kosmetyku.

Mało tego, zgodnie z art 2 pkt. 32 prawa farmaceutycznego produktem leczniczym – jest substancja lub mieszanina substancji, przedstawiana jako posiadająca właściwości zapobiegania lub leczenia chorób  występujących u ludzi lub zwierząt lub podawana w celu postawienia diagnozy lub w celu przywrócenia, poprawienia lub modyfikacji fizjologicznych funkcji organizmu poprzez działanie farmakologiczne, immunologiczne lub metaboliczne. 

Pragnę zwrócić uwagę na ciekawy zapis, iż samo przedstawianie produktu jako posiadającego właściwości zapobiegania lub leczenia chorób, na przykład poprzez reklamę, wzór opakowania, opis ulotki dołączonej na przykład do kosmetyku czy suplementu diety może spowodować automatyczne stosowanie przepisów prawa farmaceutycznego do tego produktu. Jest to zasada stosowania w razie wątpliwości bardziej restrykcyjnego prawa.

Klasyfikacja Nicejska i paradoks kwalifikacji produktów z pogranicza

Czy zatem nigdy nie możemy powiedzieć „suplement diety do celów leczniczych”, „kosmetyk do celów leczniczych” itp, bo przecież zgodnie z powołanymi przepisami możemy się narazić na poważne konsekwencje prawne wynikające z zakwestionowania przez organy nadzoru sposobu zakwalifikowania przez nas produktu.   Okazuje się, że jest takie miejsce gdzie swobodnie możemy sobie” „poużywać” i wszystkiemu albo prawie wszystkiemu  „bezkarnie” przypisywać właściwości lecznicze lub medyczne.

Znajdziemy tam takie „kwiatki” jak na przykład:

odżywcze dodatki do celów medycznych,  preparaty spożywcze dostosowane do celów medycznych,, artykuły spożywcze dla celów medycznych, dodatki odżywcze do celów leczniczych, cukier do celów medycznych, cukierki do celów leczniczych, wyroby cukiernicze do celów leczniczych, dietetyczne napoje przystosowane do celów medycznych, dietetyczne substancje przystosowane do celów medycznych,  guma do żucia do celów leczniczych, wody mineralne do celów leczniczych, napoje lecznicze, herbata lecznicza, korzenie lekarskie, oleje lecznicze, zioła medyczne, lecznicze nalewki,  herbata odchudzająca do celów leczniczych, żywność dietetyczna do celów leczniczych, suplementy diety do celów leczniczych, kosmetyki do celów leczniczych, kosmetyki do celów medycznych, kosmetyki dermatologiczne, kosmetyki zdrowotne, lecznicze kosmetyki.

To autentyczne przykłady określeń jakie stosowane są do opisów towarów jakie są zgłaszane do ochrony w Urzędzie Patentowym RP. Klasyfikacja nicejska, która stosowana jest do szeregowania produktów do poszczególnych klas przy zgłaszaniu znaku towarowego do ochrony również nie przewiduje kategorii produktów z pogranicza. Tu wszystko jest jasne – kosmetyki „wrzucamy” do klasy 03, produkty lecznicze do 05, wyroby medyczne do 05-tki lub 10-tki, a  żywność najczęściej do 30-tki.

Ale co w sytuacji gdy przedsiębiorca produkuje wspomniany dermokosmetyk czy suplement diety, który ma na przykład zaakceptowane oświadczenia zdrowotne. Często te produkty wykazują pewne właściwości lecznicze na przykład dermokosmetyk może dobrze wpływać na leczenie trądziku, a suplement diety będący probiotykiem poprzez przywracanie równowagi flory bakteryjnej jelit działa przeciwgrzybicznie. Granica między działaniem leczniczym a kosmetycznym czy fizjologicznym bywa cienka. Producenci często próbują rejestrować znaki towarowe dla takich produktów w klasie przeznaczonej dla produktów leczniczych czyli w klasie o5 Klasyfikacji nicejskiej. I cóż, okazuje się, że nie mogą tego zrobić jeżeli nie dodadzą informacji że produkt dla którego rejestrują ten znak  ma charakter leczniczy.

A zatem Urząd Patentowy to jedyne takie miejsce gdzie nikt nie kwestionuje, że  kosmetyki, witaminy, a nawet cukierki leczą :) lecz wniosek do Urzędu Patentowego o uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy będzie chyba ostatnim takim miejscem gdzie będziemy mogli bez żadnych konsekwencji, a nawet w majestacie prawa tak napisać.

Rejestracja domeny a rejestracja znaku towarowego

Zastrzeżenie nazwy, opatentowanie znaku, uzyskanie „erki” –  tak różnie i często niewłaściwie opisuje się czynność określoną przez prawo jako uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy.

Zdarza  się, że przedsiębiorca mówi mi; „Skoro mam już wykupioną domenę internetową to właściwie nie potrzebuję zgłaszać znaku firmowego do ochrony”.

Internet uśpił czujność!

Niektórzy utożsamiają monopol na daną domenę internetową z prawną wyłącznością do znaku towarowego. Nic bardziej błędnego!

Wielu przedsiębiorców jeszcze przed zarejestrowaniem swojej działalności gospodarczej wykupuje domenę odpowiadającą nazwie zakładanej firmy. I słusznie. Wielu z nich w ferworze rozwijania działalności zapomina o kolejnym ważnym kroku, jakim jest zapewnienie prawnej wyłączności rynkowej na używanie znaku czyli formalne uzyskanie prawa ochronnego na znak towarowy.

Pamiętaj: domena internetowa nie daje żadnej prawnej wyłączności na używanie wyrażenia zawartego w tej domenie.

Należy nawet liczyć się  z tym, że jeżeli nie masz prawnej wyłączności na używanie znaku zawartego w zarejestrowanej domenie, może Ci zostać ona prawnie odebrana, tak jak było na przykład w przypadku zarejestrowania w złej wierze domeny z nazwą producenta kawy Tchibo. Ponadto rejestrując domenę  nie uzyskujesz wyłączności nawet w Internecie, ponieważ inny podmiot może po prostu zarejestrować Twoją nazwę z inną „końcówką”, np edu, com, com.pl, biz, co, info i prowadzić działalność podobną do Twojej pod tą nazwą.

Zauważyłam, co ciekawe, iż wiele małych podmiotów działających w branży spożywczej, kosmetycznej, a nawet farmaceutycznej skutecznie chroni swoje produkty zgłaszając je do Urzędu Patentowego, a jednocześnie nie widzi  (lub nie ma świadomości) potrzeby ochrony znaku firmowego i dopiero po latach (jeżeli nie jest już za późno) próbuje uzyskać taką ochronę.

Równie często słyszę pytanie;  „No dobrze, ale co faktycznie da mi ta ochrona znaku towarowego?”

  1. Prawną wyłączność czyli monopol na używanie znaku w sposób zarobkowy i zawodowy na obszarze na którym uzyskasz ochronę czyli na przykład w Polsce czy na terenie Unii Europejskiej.
  2. Znacznie szerszy wachlarz możliwości prawnych do ścigania naruszających Twój chroniony znak w sytuacji używania prze inny podmiot tożsamego znaku lub znaku podobnego do Twojego. Te dodatkowe możliwości dają przepisy Ustawy prawo własności przemysłowej.
  3. Realne zwiększenie wartości firmy. Znak towarowy przedstawia realną wartość majątkową, która może być oszacowana, co ma na przykład szczególne znaczenie przy sprzedaży znaku towarowego, sprzedaży firmy, udzielaniu licencji na używanie znaku itp.
  4. Korzyści podatkowe, na przykład kiedy wspólnik spółki kapitałowej mając uzyskane na siebie prawo ochronne na znak towarowy udziela spółce licencji na używanie znaku pobierając za to stosowne wynagrodzenie od spółki.
  5. Prestiż. Wielu przedsiębiorców używa nawet bez uprawnienia ( czyli nie posiadając prawa ochronnego na znak towarowy) symbolu tego znaku czyli R w kółeczku.
  6. Spokojny sen czyli bezpieczeństwo prawne. Nie dostaniesz pewnego dnia listu ostrzegawczego z żądaniem zaprzestania używania znaku, na który, jak się może okazać, monopol uzyskał ktoś inny.

Nadal nie jesteś przekonany?

Spójrz na poniższy Wspólnotowy Znak Towarowy pod numerem 002295095.

Magnify

Właściciel tego znaku, może i kontestował siłę marki, ale na wszelki wypadek zgłosił go do ochrony. :)

A zatem zakładając działalność sprawdź nie tylko czy domena jest wolna, ale także sprawdź, czy ktoś inny nie ma uzyskanego prawnego monopolu na „Twój” znak. Następnie zgłoś znak do ochrony w odpowiednim urzędzie na przykład w Urzędzie Patentowym RP. W dokonaniu tych czynności pomocne może być skorzystanie z usług rzecznika patentowego.

Urzędowe koszty ochrony znaku towarowego wbrew powszechnemu mniemaniu naprawdę nie są wysokie i mogą wynieść na pierwszy 10 letni okres ochrony ok 1000 zł jeżeli chodzi o ochronę na terenie Polski i około 1000 euro na terenie Wspólnoty Europejskiej.